Biegówki narty biegowe Spalona
Podróże Polska

Biegówki – sport, którego nie spodziewałam się tak polubić

Narciarstwo biegowe. Zestawienie słów, za którym nieszczególnie przepadam nawet pojedynczo. Dlatego zupełnie nie wyobrażałam sobie, że mogę polubić ten sport. Narciarstwo nie jest dla mnie – dwie narty i dwa kijki to o 3 rzeczy za dużo do ogarnięcia na raz. Jak mam wybór, wybieram snowboard, który jest dla mnie bardziej naturalny i prostszy. A jeśli chodzi o bieganie.. Sami wiecie. To jedna z tych sytuacji określanych mianem „tough love”. Biegałam, robiłam coraz dłuższe dystanse, czułam się świetnie. Ale potem przestawałam biegać, nie wracałam do tego przez długi czas i potem ciężko było zacząć. Jak zatem oceniam biegówki?

Pierwsze kroki na biegówkach

Zwlekałam z wypróbowaniem tej aktywności ile mogłam. Chęć przełamania strachu podczas towarzyskiego wyjazdu okazała się jednak silniejsza. Pojechałyśmy w piątkę na dziewczyński wypad. Jedna z koleżanek, która jeździła wcześniej na biegówkach 2-3 razy, w naszych oczach była już prosem! Zrobiła nam także krótkie szkolenie „how to do biegówki”, czyli przede wszystkim jak się wpiąć w narty. Oczywiście zawsze dobrym posunięciem jest lekcja z instruktorem, która eliminuje późniejsze błędy. Ale zawsze można zrobić chrzest bojowy w terenie i nauczyć się podstawowego kroku w praktyce. Jest to dużo łatwiejsze w dobie internetu. Choć pływania wolałabym się tak nie uczyć, to z podstawami można się zapoznać. Pewien instruktor z Jakuszyc przygotował nawet wirtualny kurs. Na filmiku zapoznacie się z klasycznym krokiem naprzemianstronnym. Powiedziałabym, że krok jest dość intuicyjny. Podpatrywanie bardziej zaawansowanych biegaczy pomaga. A łatwo ich rozpoznać – to Ci, co mijają nas środkiem i nie walczą z nartami i utrzymaniem równowagi 😀


Czy biegówki są trudne?

Oczywiście! Jeśli chcemy być na poziomie współzawodnictwa biathlonowego, to nie ma się co oszukiwać. Pierwszy raz może nie należeć do najbardziej udanych. Na początku możemy ciężko walczyć o utrzymanie równowagi i złapanie rytmu, kontakt powietrze-ziemia pewnej części ciała (każdy ma swoją ulubioną, więc nie mogę jednoznacznie napisać, że będzie to pupa) będzie częsty a tory nad wyraz wąskie. Dlatego warto podejść do tego oczywiście na luzie i dobrze dobrać sprzęt, aby uniknąć rozczarowań, czyli:

  • narty dobieramy do wagi oraz wzrostu – my się o to oczywiście nie musimy martwić, bo robią to pomocni panowie w wypożyczalniach sprzętu. Dlaczego to takie ważne? Przykładowo pierwszy raz wypożyczyłam narty źle dobrane (przyjazd na miejsce o 11, kiedy większość sprzętu jest już na trasie, to naprawdę bardzo kiepski pomysł). Z racji, że były na osobę o większej wadze, nie dociskałam nart do podłoża i na podejściach po prostu się ześlizgiwałam. Jako początkujący możesz też poprosić o krótsze narty, żeby mieć trochę większą nad nimi kontrolę.
  • kijki także dobieramy do wzrostu – i tak, są długie. Są specjalne tabele, w których można sprawdzić odpowiednią ich długość. Średnio, przy narciarstwie turystycznym wychodzi to mniej więcej, że od naszego wzrostu odejmujemy ok. 30 cm. Krótsze kije nie są efektywne i nasz kręgosłup może to odczuć.
  • wypożyczenie sprzętu, czyli narty + kijki + buty, to koszt ok. 30 zł na cały dzień.

Jak się ubrać na biegówki?

Pytanie, na które odpowiedzi szuka wielu żółtodziobów. W skrócie: im lżej, tym lepiej. I na cebulkę. Podczas biegania na nartach (oczywiście u jednych bardziej, u drugich mniej) pracuje całe ciało, dlatego raczej się nie zdarza, żebyśmy marzli. Przykładowo, na pierwszy raz, a dodam, że było -8 stopni, ubrałam się następująco:

  • termoaktywne legginsy, ew. sportowe (do biegania lub na siłownię) + pod spód rajtki (rozwiązanie dla zmarzluchów),
  • snowboardowe skarpety pod kolano + dodatkowo można jeszcze założyć zwykłe stopki/skarpety funkcjonalne – przydatna sprawa szczególnie, jeśli dostaniemy ugnieciony w środku but,
  • stanik sportowy + dri-fitowy tanktop,
  • opcjonalnie dorzucam kolejną warstwę (a przynajmniej do czasu, jak się nie rozgrzeję) w postaci lekkiej, rozpinanej bluzy, także typu dri-fit,
  • na wierzch soft-shell, lub inna odprowadzająca wilgoć i chroniąca przed wiatrem kurtka,
  • czapka lub opaska, lekki komin chroniący szyję,
  • plecak z termosem z herbatą, fit ciastka mocy mojego wybranka (robi absolutnie najlepsze, kiedyś muszę wziąć od niego przepis 😉 ) i chusteczki.

Ubranie odprowadzające wilgoć i szybkoschnące jest tu absolutnym kluczem. Jeśli macie strój na siłownię, to on będzie najlepszy. Żadna bawełniana warstwa nie wchodzi tu w grę – wilgotna bawełna wychładza ciało, zatrzymuje wilgoć a stąd już krok do tygodniowego L4 w łóżku.. Więc jeśli jest Ci po wyjściu z auta zimno – tak ma być. Za chwilę się rozgrzejesz.

Gdzie są najlepsze trasy dla początkujących?

Jako, że Wrocław jest moim miejscem 0,0,0 na kartezjańskim układzie współrzędnych, najlepsze i najbliższe miejsca w okolicy to stacja narciarstwa biegowego Spalona oraz Jakuszyce. Jakuszyce są małą mekką narciarstwa biegowego. To tu odbywa się coroczny Bieg Piastów. Miejsce dysponuje wieloma, zróżnicowanymi trasami, w zależności od stopnia zaawansowania. Minus jest taki, że w sezonie jest to bardzo oblegane przez biegaczy. W Spalonej z kolei zaczynałam swoją przygodę z biegówkami, więc mam sentyment do tego miejsca. Są tu dwie główne trasy – Mała i Duża Jagodna (odpowiednio 12 i 14 km). Pętla Mała Jagodna jest całkiem przyjemna, ale szczyt jest dość problematyczny dla początkującego. Wejście a potem zjazd – tak, tu trzeba umieć hamować, co na biegówkach nie jest łatwe, gdyż narty nie mają krawędzi. Ale można przed szczytem zawrócić, co i tak daje 8 kilometrową, przyjemną przebieżkę. Niezależnie od wybranej trasy, zawsze czeka nas miłe zmęczenie na świeżym powietrzu.

Schronisko PTTK Jagodna

Widzę taką zależność, że zawsze najmilszą częścią każdego wypadu jest jedzenie. A nie ma lepszego uczucia, kiedy możesz sobie pofolgować, bo wypracowałaś solidy deficyt kaloryczny i tym samym totalnie zasłużyłaś. Zawsze dobrze się składa, bo jedzenie w Spalonej jest pyszka! W stałym menu znajdziemy np. pierogi ruskie, racuchy z jagodami, omlety wegańskie oraz dwa moje ulubione przysmaki – grule z gzikiem, czyli opiekane ziemniaczki ze śmietankowym serkiem (yuuuuuum!) oraz to, co widać na zdjęciu – Kotlet Chatara (schabowy)/Kotlet Chatarki (filet z piersi). Tak, to jest tak duże, na jakie wygląda. Tak, po 12 km walki na zmrożonym torze zjadasz to całe. I tak, po tych samych 12 km alaskan jest tak wybiegany, że ledwo wchodzi do auta.


Przy narciarstwie biegowym mój inicjalny strach okazał się nieuzasadniony. Biegówki okazały się po prostu fajne! Nawet jeśli nie będziemy jeździć na poziomie pro, to zawsze zostaje nam przyjemnie spędzony czas i ruch na świeżym powietrzu. To co, widzimy się w przyszłym roku na trasie?

Spodobał Ci się post? Podziel się nim ze światem:

Możesz polubić także...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *