Life Chamber komora życia komora normobaryczna Wrocław strefa VIP 1
Lifestyle Zdrowe życie

Komora normobaryczna – droga do zdrowia i.. długowieczności

Komora normobaryczna może być kluczem do naszej długowieczności. Przynajmniej w teorii 😉 Sam temat długowieczności i nieśmiertelności rozpala wyobraźnię ludzi już od czasów starożytnych. Alchemicy w wielu kulturach poszukiwali eliksiru życia, kamienia filozoficznego i świętego Graala, które pozwoliłyby nam na wieczne życie. Jak się okazuje, wcale nie trzeba jednak daleko szukać, żeby polepszyć komfort naszego życia, zregenerować organizm i choć trochę odłożyć w czasie myśl o starzeniu się. Czym właściwie jest komora normobaryczna, jakie są jej zalety i czy efekty tlenoterapii to tylko pobożne życzenie? Wyjaśniam od początku jak z tą komorą normobaryczną właściwie jest.

Komora normobaryczna

Normobaria to terapia tlenowa. Polega na przebywaniu w pomieszczeniu (np. komorze normobarycznej) o zwiększonym ciśnieniu, większej zawartości tlenu, dwutlenku węgla i wodoru. Miks tych trzech cząstek pod ciśnieniem daje niesamowite rezultaty.

Magia polega na odpowiednim stężeniu trzech pierwiastków: tlenu, dwutlenku węgla i wodoru. Dwukrotnie większa zawartość tlenu w mieszance powoduje lepszą jego przyswajalność do organizmu. A dzięki podwyższonemu ciśnieniu wykorzystanie tlenu może sięgać nawet 100%! W normalnym środowisku atmosfery ziemskiej jest to zaledwie ok. 30%. Za lepszą przyswajalność tlenu odpowiada także dwutlenek węgla. Natomiast dodany wodór jest silnym antyoksydantem. Posiada właściwości łączące wolne rodniki, które następnie są usuwane z organizmu.

Tlen + dwutlenek węgla + wodór

Taki skład powietrza ma szereg właściwości sprzyjających ludzkiemu organizmowi, a poniżej zestawiłam składy powietrza w komorze i na Ziemi:

Atmosfera panująca na Ziemi:

  • ciśnienie ok. 1000 hPa
  • zawartość dwutlenku węgla 0,03%,
  • stężenie tlenu wynosi ok. 21%
  • śladowe ilości wodoru – ok. 0,00005%

Atmosfera w komorze normobarycznej:

  • ciśnienie w komorze wynosi ok. 1500 hPa
  • zawartość dwutlenku węgla do 2%,
  • stężenie tlenu wynosi od 35 do 40%,
  • wzbogacona o cząsteczkowy wodór w ilości ok. 0,5%

O normobarii stało się głośno za sprawą doktora Pokrywki, który w 2013 roku postawił pierwszy w Polsce, w pełni funkcjonalny, dom normobaryczny. Sama komora normobaryczna nie jest natomiast wytworem ostatnich lat. Pierwsza komora powstała w Polsce już w 1939 roku w uzdrowisku Szczawno-Zdrój i z powodzeniem działa po dziś dzień! Funkcjonuje co prawda pod inną nazwą, bo jako komora pneumatyczna, i działa jedynie na zasadzie zmiany ciśnienia, a skład powietrza pozostaje taki sam. Sama historia powstania komory ciśnieniowej sięga jeszcze wcześniej! Pierwszy model, który można nazwać pierwowzorem komory normobarycznej, został zbudowany w 1662 r. przez brytyjskiego lekarza i duchownego Nathaniela Henshaw’a. Wynalazek, nazywany „domicilium”, umożliwiał oddychanie powietrzem o podwyższonym lub obniżonym ciśnieniu, dzięki zmyślnemu systemowi zaworów i miechów pompujących powietrze do hermetycznie zamkniętego, stalowego pomieszczenia

Wybrane korzyści terapii w komorze normobarycznej:
• dotlenia wszystkie komórki ciała,
• namnaża komórki macierzyste,
• ogranicza pojawianie się stanów zapalnych,
• przyspiesza rozwój nowych naczyń krwionośnych,
• odpowiada za utrzymanie mocnych kości,
• poprawia wydolność fizyczną i psychiczną organizmu,
• spowalnia starzenie się organizmu,
• wspomaga procesy regeneracyjne.


Komora normobaryczna a hiperbaryczna

Różnicę między komorą normobaryczną a hiperbaryczną chyba najlepiej opisać intensywnością sesji. W komorze hiperbarycznej panuje dużo wyższe ciśnienie – od 1300 hPa nawet do 3500 hPa (dla przypomnienia na Ziemi mamy obecnie ok. 1000 hPa), co może się wiązać ze sporym dyskomfortem. Częstym efektem ubocznym tak wysokiego ciśnienia są: bóle głowy, zmęczenie, podrażnienie pęcherzyków płuc czy uraz ciśnieniowy uszu i zatok. Dlatego długość i ciśnienie podczas sesji musi być nadzorowane. Podczas sesji hiperbarycznej oddychamy niemal 100% mieszanką tlenu. Sesje często odbywają się w miękkich (materiałowych), jednoosobowych kapsułach, dlatego osoby z klaustrofobią są raczej zdyskwalifikowane. Ale istnieją też metalowe komory hiperbaryczne.

Normobaria pozostaje więc mniej inwazyjną i bezpieczniejszą formą hiperbarii. Sesje w komorze normobarycznej przebiegają w bardziej komfortowych i relaksujących warunkach.


Jak przebiega sesja w komorze normobarycznej?

Sesja zaczyna się od wejścia do śluzy, w której następuje wyrównywanie ciśnienia – kompresja albo dekompresja w zależności czy wchodzimy, czy wychodzimy. Proces ten trwa ok. 4 minut. Podczas zmiany ciśnienia doświadczamy zatykania się uszu – zupełnie tak samo, jak podczas startu samolotem. Warto jednak odtykać uszy na bieżąco, np. przez przełykanie wody czy ssanie cukierka. Oczywiście jeśli uszy nam się zatkają, albo doświadczenie kompresji jest dla nas intensywne, możemy poprosić o chwilowe zatrzymanie procesu. Samo zwiększone ciśnienie odpowiada temu, które mamy ok. 5 m pod wodą, czyli możemy się poczuć jak podczas rekreacyjnego nurkowania na wakacjach.

Po wyrównaniu ciśnienia śluzy z komorą, otwierają nam się automatycznie drzwi do pomieszczenia docelowego, w którym spędzimy 1,5-godzinną sesję. Komora, z której ja korzystam, czyli Life Chamber – komora życia, jest podzielona na dwie strefy.

W pierwszej (strefa standard) znajduje się 15 komfortowych foteli, na których wygodnie możemy się odchylić lekko do tyłu – przypominają trochę fotele kinowe. W tej części znajduje się także dystrybutor wody redox, czyli tzw. wody wodorowej. Woda ta dopełnia pozytywne działanie tlenoterapii, usuwa z organizmu toksyny i wolne rodniki oraz poprawia metabolizm komórek. Pierwsza sesja była dla mnie intensywna i piłam praktycznie non stop. Dlatego warto wziąć do komory swój bidon – choć mamy do dyspozycji papierowe kubeczki, lepiej jest być bardziej eko. Oczywiście w komorze znajduje się także toaleta, a samo pomieszczenie jest klimatyzowane. Do dyspozycji mamy także koce oraz kilka publikacji o tematyce zdrowotnej.

Z drzwiami znajduje się strefa VIP, w której też miałam okazję wygodnie się rozsiąść. W tej części znajdują się tylko 4, ale za to jakże wygodne fotele! Jeśli oglądaliście serial „Friends”, to zrozumiecie dlaczego Joey pałał taką miłością do swojego Lazy Boy’a – ja zrozumiałam! 😀 Można powiedzieć, że to była miłość od pierwszego rozłożenia fotela. W VIP-ie mamy także zestaw do parzenia kawy i herbaty oraz telewizor na wyłączność. Można więc w spokoju nadrobić zaległości na Netflixie 😉

W komorze Life Chamber odbywają się także sesje nocne! Komora jest wtedy na wyłączność 4 osób, dlatego najfajniej skorzystać z sesji z rodziną, ze znajomymi lub zrobić sobie wieczór księżniczek z maseczkami i netflixem👸 Do komory wstawiane są wtedy 4 łóżka, w zestawie jest pościel i maseczka na oczy. Sesja nocna trwa aż 11 godzin a cena dla 4-os. wynosi 900 zł (225 zł/os.), więc takie dotlenianie wychodzi dobrze cenowo i jest idealne dla zabieganych 😉


Efekty terapii tlenowej

Efekty normobarii to pewnie kwestia indywidualna. Mój mąż ciężko zniósł pierwszą wizytę, bo niestety zatkały mu się uszły na cały dzień, ale tak samo reaguje na loty samolotem (ale nie ma też zdiagnozowanych problemów z uchem, które są przeciwwskazaniem do wizyt w komorze). Ja natomiast jestem zachwycona! Do czasu publikacji tego posta byłam już 5-krotnie w komorze. To, co mogę powiedzieć, to że każda sesja jest mniej intensywna w doznania – fakt faktem uszy zatykają mi się cały czas, ale odtykam je na bieżąco i jest ok. Za pierwszym razem było mi gorąco i duszno – łapałam powietrze tak samo, jak w parny dzień, kiedy wydaje nam się, że nie mamy czym oddychać. Zwiększoną potrzebę łapania głębszych oddechów miałam do kilku godzin po wyjściu z komory. Kolejne sesję są już całkiem „normalne”.

To, z czym poszłam na pierwszą sesję do komory, to bóle głowy. Niestety, ale kiepsko reaguję na stres (bóle napięciowe) i zmiany pogody, szczególnie te gwałtowne (nie wiem, czy jestem zdiagnozowanym meteopatą, ale wiążę skoki ciśnienia z większą podatnością na bóle). Miesiąc i 5 sesji później – do tej pory (fingers crossed 🤞) głowa mnie nie bolała. Mam też zauważalnie więcej energii. Ok, pod nadpobudliwość to nijak nie podchodzi, ale widzę, że jestem bardziej wypoczęta. Mam mniejszy problem ze wstawaniem (ja zawsze z tych, co mają milion drzemek), budzę się przed budzikiem i jestem bardziej świeża nawet, jak „zarwę nockę” i popracuję do północy. Czy to kwestia komory normobarycznej? Innych rzeczy do swojego życia nie wprowadziłam, więc te pozytywne zmiany wiążę właśnie z dotlenieniem organizmu. Z resztą kiedyś fizjoterapeuta powiedział mi, że na bóle głowy i brak zakwasów po treningu (np. biegowym) poleca szklankę wody i kilka, kilkanaście głębokich oddechów. Może więc faktycznie to wszystko ma sens?🧘

Czytałam także, że tlenoterapia uwrażliwia nam tkanki i komórki. Dotleniane są organy odpowiedzialne za procesy metaboliczne m.in. tarczyca, trzustka oraz wątroba, co przekłada się na przyśpieszenie procesu przemiany materii. Akurat tym procesem jestem bardzo zainteresowana, bo od niedawna prowadzę walkę z insulinoopornością😒

A na koniec wisienka na torcie – terapia normobaryczna wspomaga procesy regeneracyjne organizmu. A to w nadchodzącym czasie przyda mi się najbardziej, bo ZNOWU za późno wzięłam się za treningi do zawodów i już czuję, że przyda mi się każdy sposób na regenerację mięśni. Szczególnie, że jestem w bardzo rozczarowującej formie.. 💩😅 Więcej o zastosowaniach normoterapii można przeczytać na stronie Life Chamber.

Podsumowując: czy będę dalej korzystać z komory? TAK! Od dawna wyznaję zasadę, że pielęgnacja skóry i zdrowie zaczyna się od wewnątrz. Piję dużo wody, odżywiam jak najlepiej organizm i go dotleniam. To są bardzo proste zasady życiowe, ale chyba najskuteczniejsze.

📍 Life Chamber – komora życia – ul. Czajcza 19, Wrocław

Możesz polubić także...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *